„Okupanci czują się zagrożeni przez sam fakt, że ktoś jest dziennikarzem, i dlatego nas prześladują” – wywiad ze Switłaną Zalizecką

00:00
„Okupanci czują się zagrożeni przez sam fakt, że ktoś jest dziennikarzem, i dlatego nas prześladują” – wywiad ze Switłaną Zalizecką
Please rate your listening experience

Switłana Zalizecka, ukraińska dziennikarka z Melitopola w obwodzie zaporoskim, od ponad dwóch lat pisze o życiu w mieście okupowanym przez Rosjan. Nawet teraz, choć mieszka w części Ukrainy wolnej od okupacji, nieustannie odczuwa presję ze strony rosyjskich agresorów, którzy wciąż grożą jej, jej rodzinie i współpracownikom. Nie przestaje jednak publikować świadectw o życiu na terenach kontrolowanych przez Rosjan. Switłana mówi, że gdyby miała przestać, zdradziłaby swoich kolegów, więc z myślą o nich nadal wykonuje swoją pracę. Rozmawialiśmy ze Switłaną o jej pracy podczas okupacji, terrorze szerzonym przez rosyjskich najeźdźców i wyzwaniach, przed którymi stoją teraz dziennikarze na okupowanych terytoriach.

Switłana, byłaś redaktorką pracującą dla serwisu RIA-Melitopol przed inwazją Rosji na Ukrainę. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej o ogólnej sytuacji w Melitopolu przed rosyjskim atakiem i o swojej pracy w tamtym czasie?

Na miesiąc przed rozpoczęciem przez Rosję pełnoskalowej wojny przeciw Ukrainie dosłownie każdy w naszym newsroomie zadawał codziennie pytania o to, czy wybuchnie wojna lub czy zostaniemy zaatakowani. Jednak pracowaliśmy na zasadzie „business as usual”. Sygnałem ostrzegawczym, który zwrócił naszą uwagę, były liczne ogłoszenia i raporty dotyczące sprzedaży nieruchomości. Kiedy informowaliśmy o tym fakcie, ogarniał nas jeszcze większy niepokój. Był to jeden z przykładów reakcji lokalnych firm na rosnące zagrożenia, które wszyscy odczuwali i o których często rozmawiali. Tydzień lub dwa przed pełnoskalową inwazją zaczęliśmy doświadczać wielu ataków DDoS [rodzaj cyberataku, polegający na próbie uniemożliwienia dostępu do strony internetowej lub zasobu sieciowego poprzez zalewanie go złośliwym ruchem], a w pierwszych dniach inwazji odnotowaliśmy niekończące się regularne ataki na naszą stronę. Inne strony internetowe również doświadczały ataków DDoS, ponieważ agresorzy od razu próbowali uniemożliwić nam pracę i relacjonowanie rozwoju wydarzeń.

Jak sobie z tym poradziliście?

Kiedy rozpoczęły się na nas ataki DDoS, przenieśliśmy prawie całą zawartość naszej strony do sieci społecznościowych. Ponadto w pierwszych dniach okupacji rosyjscy najeźdźcy zajęli wszystko: wieżę telewizyjną, dostawców Internetu i firmy telekomunikacyjne. Nastąpiła utrata dostępu do środków komunikacji, więc aby przynajmniej coś przekazać naszym czytelnikom, publikowaliśmy wszystko na kanale RIA Melitopol na Telegramie. Zanim okupanci zhakowali i przejęli nasz kanał na Telegramie [w sierpniu 2023 r.], mieliśmy 80 tys. subskrybentów. To dość wysoka liczba jak na nasz region. W czasie okupacji zamknęliśmy tylko dział reklamy, pracowaliśmy z domu, a ja sama uczestniczyłam w wiecach. Pamiętam, jak po wzięciu udziału w jednym z nich poszłam na boisko sportowe, wspięłam się po drabince, by złapać zasięg internetu, i wysłałam treści do publikacji. Trwało to do aż momentu, gdy okupanci zaczęli aresztować protestujących i wywozić ich z miasta policyjnymi ciężarówkami.

Zrozumieliśmy również, że nieaktywne rosyjskie kanały propagandowe na Telegramie zostały utworzone na długo przed okupacją. Ożywiły się one natychmiast po inwazji: w samym Melitopolu naliczyliśmy ich ponad 100. Wszystkie nadal są aktywne i biorą udział w rozprzestrzenianiu bardzo silnej propagandy. Teraz mogę powiedzieć, że nie doceniłam wroga. Kiedy mieszkańcy Melitopola szli na wiece protestacyjne, okupanci nas obserwowali. Snajperzy stali na dachach, nawet na dachu kościoła. Potem do miasta sprowadzono rosyjską gwardię, której nagle wszędzie było pełno, ale nawet wtedy nie mieliśmy pojęcia, jak okrutny jest tak naprawdę nieprzyjaciel. Ludzie nadal chodzili na wiece, krzyczeli: „Melitopol należy do Ukrainy!”, i to pomagało nam wszystkim wytrzymać.

Czy utrzymywaliście kontakt z innymi mediami?

Wszystkie główne media w Melitopolu natychmiast po rozpoczęciu okupacji przestały działać. Niektóre z nich po prostu nie mogły kontynuować pracy, ponieważ zostały zajęte, jak na przykład firmy telewizyjne i radiowe. Oczywiście przestano drukować gazety. Pojawiły się niewielkie kanały na Telegramie, które wciąż zamieszczały treści. W rzeczywistości byliśmy jedynym dużym środkiem masowego przekazu w mieście, który nadal działał.

Opowiadałaś o tym, jak zostałaś zmuszona do przekazania swoich haseł i dostępu do strony internetowej RIA Melitopol. Czy możesz opisać, jak do tego doszło?

To skomplikowana historia. Krótko mówiąc, kiedy w pierwszych dniach okupacji rozpoczęły się ataki DDoS przeciwko nam, zwróciłam się do zewnętrznych ukraińskich specjalistów i przekazałam im hasła i dostęp do naszej strony internetowej. W ten sposób straciłam więc nad nimi kontrolę. Chociaż kiedy okupanci wzięli mojego ojca jako zakładnika, zażądali, abym dała im również dostęp do naszych kont.

Wyjechałam już z miasta, ale okupanci mnie szukali. Cztery razy przeszukiwano dom moich rodziców. Matka powiedziała, że przejrzeli wszystkie zdjęcia, pytali o moje życie osobiste, grzebali w ubraniach, sukienkach i oznajmili rodzicom, że „źle mnie wychowali”. Zabrali też cały sprzęt, a nawet meble z naszego newsroomu. Okupanci po prostu wyważyli drzwi, weszli i wszystko wzięli. Następnie próbowano mnie szantażować zatrzymując mojego 75-letniego ojca. Rosyjskie FSB zadzwoniło do mnie i powiedziało: „Jeśli wrócisz, uwolnimy twojego ojca”. Powiedziałam im, że nie wrócę. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, jak naprawdę brutalnie potrafią się zachowywać. Pamiętam, jak oficer FSB naciskał mnie, wygłaszając jakieś kazania na temat historii i pytając: „Jak mogłaś porzucić swojego ojca?”. Próbowali wszystkiego, by zmusić mnie do powrotu i spełnienia ich wszelkich warunków.

Mój ojciec spędził trzy dni w celi bez okna. Ponieważ odmówiłam przyjazdu, okupanci w końcu obiecali, że wypuszczą mojego ojca, jeśli zrezygnuję z pracy dla strony internetowej RIA Melitopol. Napisałam post w mediach społecznościowych, że nie pracuję już dla serwisu RIA Melitopol, ale wyjaśniłam, że nasza strona pozostaje na terytorium kontrolowanym przez Ukrainę. W końcu wypuścili mojego ojca. Później został zabrany do szpitala z powodu zapalenia nerek. Moim rodzicom nadal trudno jest poradzić sobie z tą sytuacją. Ucierpiał ich stan zdrowia i często potrzebują opieki medycznej.

Uciekłaś z Melitopola podczas okupacji. Z jakimi wyzwaniami musiałaś się zmierzyć Ty i Twoi koledzy?

Nigdy nie przypuszczałam, że grozi mi jakiekolwiek niebezpieczeństwo, dopóki nie poszłam na spotkanie z Hałyną Danylczenko [przedstawicielką władz okupacyjnych w Melitopolu]. Zabrano mnie na spotkanie z nią 11 marca 2022 r., tego samego dnia, w którym zatrzymano mera miasta Melitopol, Iwana Fedorowa. Danylczenko zachowywała się przyjaźnie i powiedziała mi, że wkrótce dostanie propozycję pracy i że ją przyjmie. Poradziła mi zrobić to samo. Powiedziała, że wszystko będzie dobrze, zdobędę „sławę aż do Moskwy”, że to będzie coś bardzo prestiżowego, i że będę mogła liczyć na specjalne warunki. Nie spieszyłam się z decyzją. Po kilku godzinach zostałam wypuszczona, ale kazano mi czekać na spotkanie z komendantem. Wiedziałam już, że komendant aresztował mera, więc uznałam, że to samo może spotkać mnie. Zadzwoniłam do męża, który był na froncie, a on kazał mi natychmiast opuścić miasto. Zrobiłam to po kryjomu, udając lekarkę, z cudzym dowodem osobistym, ponieważ moje nazwisko znajdowało się już na osób liście poszukiwanych, którym nie pozwolono wyjechać z Melitopola.

Teraz nadal pracuję jako dziennikarka, ale żyję w ciągłym zagrożeniu ze strony rosyjskich agresorów. Okupanci grożą mi publicznie i osobiście: mojej rodzinie, kolegom i mnie. Myślą też, że administratorzy portalu RIA Melitopol nadal przebywają w Melitopolu, co jednak nie jest prawdą. Przede wszystkim zaś Rosjanie prowadzą inwigilację dziennikarzy, nawet tych, którzy już dawno zrezygnowali z pracy. Z tego powodu wielu dziennikarzy po prostu rzuciło pracę, ponieważ zniszczyło ich to zawodowo. W tych okolicznościach odmawiają wykonywania swojego zawodu, nawet po ucieczce na terytorium kontrolowane przez Ukrainę.

Mogłabyś powiedzieć, czy i w jaki sposób rosyjskie siły okupacyjne próbują zmanipulować dziennikarzy, aby dla nich pracowali? Jak myślisz, dlaczego próbują to robić?

Na początku okupacji Rosjanie mieli listy dziennikarzy, aktywistów i znanych osób. Potrzebowali liderów opinii, którzy powiedzieliby: „Jesteśmy Rosją, idźcie za nami” – i ludzie by im uwierzyli.

Okupanci i kolaboranci zaczęli nękać dziennikarzy, którzy odmówili pracy dla Rosjan. Trwało to tak długo, aż w końcu zdali sobie sprawę, że ich wysiłki są bezcelowe. Wtedy zgodzili się zaprzestać szykan, o ile dziennikarze zrezygnują z pracy. Ci dziennikarze, którzy zostali wezwani przez okupantów i kolaborantów, odmówili współpracy z nimi. Przez jakiś czas nie robiono dziennikarzom krzywdy, jeśli spełnili warunek i po prostu nie pracowali w zawodzie. Po moim wyjeździe powtarzałam innym: „musicie opuścić miasto” i pomagałam tym, którzy chcieli to zrobić. Niestety, nie wszyscy moi koledzy się zgodzili. Nie byli jeszcze represjonowani i myśleli, że tak już zostanie. Potem okupanci zaczęli zamykać w więzieniach i porywać wszystkich, którzy choć przez chwilę pracowali jako dziennikarze. Myślę, że okupanci czują się zagrożeni przez sam fakt, że ktoś jest dziennikarzem, i dlatego nas prześladują. Robią to również po to, aby zastraszyć mieszkańców i powstrzymać ich przed ucieczką, a właściwie by ludzie podporządkowali się i zaczęli pracę dla Rosjan. Okupanci wciąż się nas boją.

Jedyną szansą dla dziennikarzy na uniknięcie tego niebezpieczeństwa jest wyjazd. Niestety pomoc dziennikarzom przebywającym na okupowanym terytorium graniczy z cudem, ponieważ okupanci wszystko obserwują. Rosjanie nadal jednak próbują przekabacić dziennikarzy, obiecując im pensje, jeśli ci tylko zmienią front. Okupanci w dalszym ciągu wywierają presję na dziennikarzy, twierdząc, że ich sytuacja się poprawi, jeśli zaczną współpracować.

W rosyjskich aresztach przebywa obecnie wielu dziennikarzy, niektórzy z nich to Twoi koledzy. Czy masz jakieś informacje na temat ich sytuacji?

Od wielu miesięcy próbuję dowiedzieć się, gdzie przebywa zatrzymany administrator strony internetowej kanału RIA Melitopol na Telegramie, Heorhij Lewczenko. Miejsce pobytu Heorhija poznaliśmy dopiero miesiąc po jego ujęciu. Była to ta sama cela tymczasowego aresztu, w której przetrzymywano mojego ojca. Zidentyfikowaliśmy to miejsce na podstawie nagrania wideo opublikowanego przez okupantów. Nie wiemy jednak, gdzie Heorhij znajduje się obecnie. Na oficjalne prośby jego prawnika otrzymujemy jedynie odpowiedzi, że „nie zniknął, jest przetrzymywany w areszcie”, ale nadal nie wiemy gdzie.

Od prawie dziewięciu miesięcy nie znamy też miejsca pobytu Anastasiji Hłuchowśkiej, dziennikarki, która na początku inwazji odeszła z RIA Melitopol, a mimo to została uwięziona. Nie wiem też nic o obecnym miejscu pobytu i stanie zdrowia Iriny Lewczenko, emerytowanej dziennikarki, którą okupanci zatrzymali na środku ulicy.

Jak okupacja części kraju wpływa na pracę i misję dziennikarzy pracujących na Ukrainie? Czy nadal docierają oni do swoich odbiorców, także tych na okupowanym terytorium?

Nigdy nie sądziłam, że dziennikarstwo może być tak niebezpiecznym zawodem. Że stanie się tak niebezpieczne. Zaczęli na nas polować jeszcze przed okupacją. Relacjonowanie wydarzeń z okupowanych terytoriów to osobne wyzwanie. Bardzo trudno znaleźć dziennikarza zajmującego się problematyką okupacji, który dobrze zna kontekst i potrafi sobie poradzić z tą pracą. Kiedy piszesz o tym, co dzieje się na terenie okupowanym, masz wrażenie, że znajdujesz się w odwróconej rzeczywistości. To obciążenie psychiczne każdego dnia, a dodatkowo dziennikarze weszli w rolę psychologów. Ludzie żyjący pod okupacją, tęskniący za Ukrainą, muszą z kimś porozmawiać. Na okupowanym terytorium jest to jednak niebezpieczne. Nie zawsze wiesz, z kim rozmawiasz i jakie mogą być tego konsekwencje. Stało się również jasne, że każde słowo może teraz zabić. Ciężko jest również porozumieć się z osobami wewnętrznie przesiedlonymi z terytoriów okupowanych. Ludzie boją się odzywać, wolą pozostać anonimowi i spodziewają się kłopotów.

Wywiady z ludźmi, którzy zostali wzięci do niewoli, są bolesne i trudno potem unieść ciężar takiej rozmowy. Jeśli jednak zaprzestaniesz słuchania tych ludzi i pisania o nich, poczujesz się, jakbyś ich porzucił lub zdradził. Dlatego dla nich samych musisz to robić dalej. Nawet teraz, gdy komunikacja z odbiorcami na okupowanym terytorium stała się bardzo trudna i niebezpieczna. Okupanci w końcu zakazali treści w języku ukraińskim i na punktach kontrolnych i podczas przeszukań sprawdzają telefony komórkowe pod kątem posiadania takich materiałów.

Dziękuję, Switłana, za wywiad. Na zakończenie jedno ostatnie pytanie: co dla ciebie oznacza wolność prasy?

To możliwość swobodnego pisania o tym, co się dzieje, bez ryzyka aresztowania. Możliwość mówienia prawdy bez strachu, że zostaniesz za to zabity lub twoi bliscy trafią do więzienia. Możliwość pisania w języku ukraińskim, który działa na okupantów jak woda święcona na demony. Możliwość swobodnego wyboru żółtych i niebieskich kolorów, które doprowadzają agresorów do białej gorączki. To wszystko jest wolnością.

Dziękujemy Natalii Wygowskej, ekspertce IMI ds. mediów, za pomoc przy nagraniu tej rozmowy.

 

ZASTRZEŻENIE PRAWNE

Przypadki umieszczone w bazie danych EUvsDisinfo opisują wiadomości znalezione w międzynarodowej przestrzeni informacyjnej, które uznano za przedstawiające stronniczy, wypaczony lub fałszywy obraz rzeczywistości oraz za służące rozpowszechnianiu istotnego prokremlowskiego przekazu. Niekoniecznie oznacza to, że wskazane media są powiązane z Kremlem lub że ich redakcje mają prokremlowskie poglądy, lub że celowo dążyły one do dezinformacji odbiorców. Materiały publikowane przez EUvsDisinfo nie stanowią oficjalnego stanowiska UE. Przedstawione informacje i opinie oparte są na doniesieniach medialnych i analizach przygotowanych przez grupę zadaniową East StratCom.

    %s

      PODZIEL SIĘ Z NAMI SWOJĄ OPINIĄ

      Informacje o ochronie danych *

        Subscribe to the Disinfo Review

        Your weekly update on pro-Kremlin disinformation

        Data Protection Information *

        The Disinformation Review is sent through Mailchimp.com. See Mailchimp’s privacy policy and find out more on how EEAS protects your personal data.

        🎵 Playlist